Człowiek, który wymyśla sam siebie, potrzebuje kogoś, kto by wierzył w niego, aby udowodnić, że zamysł mu się powiódł... ...odgrywanie roli Boga , można by powiedzieć... ... nie tylko potrzeba aby ktoś w nas uwierzył ale również potrzeba wiary w drugiego. No i mamy to: Miłość. Salman Rushdie
RSS
sobota, 22 kwietnia 2017
działanie

...no dobra zadzwonię... tyyym...tyyym...ja uwielbiam ją a ona mnie... - kuźwa ale sobie melodyjkę zapodał , burak jeden -

...halo, siema, co u ciebie kolego, jak życie ? właściwie mógłbyś powiedzieć co ci do tego , albo co cię to obchodzi, i właściwie miałbyś rację, ale wiesz przecież nie pytam o nic intymnego, dzwonię tylko, żebyś mógł powiedzieć jak się czujesz i takie tam, bo wiesz u mnie nieciekawie, córki mi dają popalić, lęki i nerwice, wszyscy i wszystko mnie wkurwiają i nic mi się nie chce...

- ...?

- też tak masz?, a no widzisz i dla tego dzwonię, bo rozumiesz, jak tak zadzwonię i pogadam z drugim człowiekiem, posłucham co u niego zainteresuję się nim to od razu mi lepiej, a wiesz, pospłacałem już wszystkie długi i naprawiłem samochód, nie wiedziałeś, no to ci mówię, wszystko układałoby się nieźle gdyby nie ta praca szlag mnie już trafia...

...halo, halo... hmm pewnie zasięg się urwał, no dobra, najważniejsze, że działanie wykonane.

16:15, arczi.a
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 września 2016
za szybką potrzebą

                                                            UWAGA !!!

                 Deska klozetowa uległa uszkodzeniu i nie jest stabilnie przytwierdzona

                                                           do muszli.

                Proszę uważać i nie przestraszyć się, bo przy użytkowaniu może narobić

                                                             rabanu.

Informacja ta wdzięczna  w swej prostocie i bezpretensjonalna w swej szczerości umieszczona jest w toalecie w mojej pracy. 

Ilekroć tam bywam i spokojnie oddaję się wiadomej procedurze, chcąc nie chcąc mam ją przed oczami i zamiast deska klozetowa wstawiam MOJA PSYCHIKA a w miejsce muszli słowo RZECZYWISTOŚCI. 

Działanie krzepiące polecam :)

20:21, arczi.a
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 stycznia 2016
Sylwestrowy miting

   Ostatni dzień roku. Nastrój wyczekiwania i radości, nadzieje i plany. Odwiedziłem przyjaciela z młodości który przyjmuje mnie z otwartymi ramionami, z uśmiechem i ewidentnie już po pierwszym kieliszku. Właściwie nie jestem zaskoczony, więzienie, dwa Monary przepite biuro nieruchomości a on nadal „kontroluje”. Po części dlatego też przejechałem pół polski, nie będę niósł posłania, po prostu będę człowiekiem który potrafi żyć, bawić się i nie zwariować na trzeźwo. Nie czuję się do końca bezpiecznie, święta w domu rodzinnym, z pijącą siostrą, mama z nastrojami, oderwanie od mitingów nadwątliły moją pogodę ducha. Potrzebowałem mitingu. Od czego internet, jest znalazłem, tylko 25 km, o 17 odbywa się miting. Pomogłem w przygotowaniach do sylwestrowej imprezy, porąbałem drwa na ognisko, patyczki na kiełbaski, śmiechy rozmowy a w tyle głowy - jak to dobrze, że spędzę też chwilę z przyjaciółmi ze Wspólnoty, tam gdzie jestem bezpieczny, tam gdzie jestem u siebie. Zajechałem po krótkim błądzeniu pół godziny wcześniej, aby przywitać się, zapoznać, porozmawiać, ewentualnie pomóc przy herbacie. Zamknięte, ciemno. Poczekam w taki wieczór frekwencja może być nikła. Około piątej każdy zbłąkany przechodzień wzbudzał moją nadzieję, po piątej czekałem już tylko z obowiązku, by ktoś potrzebujący pomocy nie odszedł sam. Odjechałem bardziej zasmucony niż zdziwiony, cóż to tylko AA, nic się nie stało, ale mogło. Zrozumiałem jak ważne jest aby ktoś był w miejscu gdzie ma odbyć się miting, to może być kwestia jeśli nie życia i śmierci to zapicia lub zaćpania, co w efekcie może mieć równie fatalne skutki. Czy miting w Wigilię ma się odbyć, w Sylwestra, w Nowy Rok, Wielkanoc? A czy święta przeszkadzały mi w piciu, czy ćpaniu? W święta piłem najwięcej i i czuję się słabszy, jakby bardziej podatny, wyrwany z bezpiecznej rutyny, często gdzieś na wyjeździe, zmiana rozkładu dnia, luźna atmosfera, tak fajnie znów poczuć beztroskę, żeby było jak dawniej, żeby było „normalnie”. Po tym doświadczenie czuję tym  większą odpowiedzialność za to, żeby gdy znów będą Święta znaleźć chwilę i być tam gdzie ktoś może potrzebować Wspólnoty bo tak naprawdę to ja tej pomocy potrzebuję, a dając sam ją otrzymam.

14:23, arczi.a
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2015
Niedzielny wieczór



 -  Zostaw tego kota!

 - Nic mu przecież nie robię.

 - To czemu on miauczy ?

-  Może po prostu chce miauczeć.

-  Co znów robisz?

-  Nic, siedzę z nim, właściwie....

- … Co to znaczy właściwie?

-  No bawię się w schronisko.

-  A co to za zabawa?

-  On siedzi w schronisku a ja się bawię.

-  Aha, ale przynajmniej nie miauczy. Hmm, a właściwie to gdzie on siedzi?

-  W klatce.

-  Wypuść go z tej klatki, ona jest dla chomika.

-  Ale on ją wąchał i mu tu dobrze. Zrobię mu przysmak, mogę mu dać kiełbaski ?

-  Możesz, ale tej starej.... No wypuść go już !

-  Ale on teraz je. Sonia chcesz troszkę, moja zazdrocha, no masz. No już już śpij.

-  Do kogo mówisz już śpij?

-  Do Kabanosa, ale on teraz je, a ja się bawię... - no wyszedłem, wyszedłem nareszcie wyszedłem,      nażarty mój Kabcio, Maniek, Maniek, Maniek masz smacznego- czule do nich przemawia.

Tak brzmi rozmowa wieczorna, ja u siebie przed TV, ona u siebie przed komputerem, ale razem, świadomi swojej obecności.

Maniek to świnka morska ostatnio przystrzyżona na krótko, pogwizdująca na mnie o poranku kiedy wracam z psem ze spaceru, domaga się wtedy liści mlecza i orzechów, a może chce gwizdać. Towarzystwa dotrzymuje mu Szymek kŧóry jest koszatniczką. Najprawdopodobniej Maniek i Szymek są samiczkami, ale kto ich / je tam wie. Jest jeszcze Pewniak to brat Kabanosa (koty) i całkowite jego przeciwieństwo, leń kanapowo-parapetowy, służący, za szalik lub poduszkę, sympatyczny grubasek, może nieco zbyt natrętny przy posiłkach.

Szymek  właśnie piszczy kołowrotkiem, Maniek głośno pogwizduje oraz skrobie zębami o pręty klatki. Pewniak miauczy bo chce jeść, Sonia ziewa z nerwów i podskakuje bo koniecznie chce wyjść.

Czika bam bam bam podśpiewuje dziecko.

 

             I mam świadomość, że będę za tym tęsknił, łapię chwilę, jestem.

 

19:59, arczi.a
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 września 2015
wieś

Furmanka mogła się przemieniać. Przez większą część roku była zwyczajna, swojska o burtach z szarych pachnących obornikiem i ziemniakami szerokich desek. Dwie po bokach, z grubsza heblowane, spracowane jak dłonie dziadka. Latem zamieniała się w wóz drabiniasty, nagle szczuplutka, rozłożysta, oskrzydlona. Nie lubiłem tej odmiany bo nie wolno nam było jeżdzić z dziadkiem na pole, łatwo można było zlecieć z dwóch desek które leżały na środku, a boczne szczebelki nie stanowiły zabezpieczenia. Inaczej było kiedy wracała z pola obładowana sianem, pachnąca, mięciutka, wprost stworzona do jazdy góra, a my na wierzchu kolebiący się na koleinach, z dumą i zaufaniem ciągnięci przez spracowanego karosza, czy gniadego. Musieliśmy siedzieć na środku, a nie na derce z przodu, nie było mowy, żeby dziadziuś dał potrzymać lejce, ale i tak czuliśmy się szczęśliwi słuchając podków zgrzytających na kamieniach i dziadka wołającego: hetta, wiśta, prr. Dyszel, chomąto, lejce, bat. Kiedy dziadziuś zaprzęgał było trochę złości i krzyku, i nastąp się i nazad ale to wszystko z szacunkiem i jakąś szorstką czułością, koń to był żywiciel, podobnie krowa. Stali obok siebie w oborze i pamiętam swoje zdziwienie kiedy się dowiedziałem, że to nie mąż i żona. To co biegało po podwórku to była gadzina, nakarmić gadzinę trzeba było codziennie, podścielić krowie i koniowi, nakarmić wieprzki, wydoić krowę, czasem dziadziuś wywalał gnój, przewoził taczkami z chlewika i obory na gnojownik. Był parownik do ziemniaków a kiedy już były miękkie można było stanąć z boku i patrzeć jak wysypane do koryta, posypane ospą i resztkami z kuchni dziadziuś ubija i tłucze... jak pięknie pachniało, aż chciało się być świnką. Potem nakładał do wiaderka i zanosił wieprzkom, ach jaki one żarły, jak kwiczały, chlipały, mlaskały, wzdychały, przepychały się, kochały to żarcie. Gęsi były za bramą, można było wpaść na stadko skubiące swoje ulubione piórkowate zielsko rosnące przy drodze. Wyciągały szyje, syczały i machając skrzydłami podbiegały aby uszczypać, straszne i groźne bestie. Pod rynnami były wanienki i miedniczki na deszczówkę.”Dyscówka” była doskonała do mycia włosów i prania bo po wodę chodziło się do studni nad staw, ze trzysta metrów w dół. Przy studni czasem trzeba było poczekać, kiedy ktoś napełniał wielką srebrną bańkę , która leżała na furmance i do której się wlewało tyle wody, że prawie w studni jej brakowało. Zaraz obok w stawie poiły się wieczorem krowy spędzane przez dzieci z okolicznych pastwisk, wchodziły trochę głębiej aby nie pić zmąconego, czasem do połowy zanurzając przednie nogi potem statecznie wsadzały pyski do wody, słychać było jak łapczywie zasysają wodę potężnymi łykami. Boki miały oklejone warstwą przyschniętego nawozu, wyglądało to jak skóra łuszcząca się, czy też łata przyschnięta. Koń dostawał świeżej źródlanej do czystego wiaderka, najpierw obejrzał, powąchał i wtedy dopiero pił potężnymi haustami. Dziadziuś miał swoje miejsce do modlitwy a babcia swój babski ołtarzyk, kiedy nie klęknąłem do paciorka przed snem, to dziadziuś mówił:„...Świnia to se chocios pierdnie przed snem a ty nic...” Migotał na ścianach i szumiał ogień z pieca w kuchni, na blasze piekły się ziemniaki, a babcia krzątała się po kuchni, przecierała "półkwortowe gorcoski" , wychodziła na ganek po wodę i nuciła : „Ło Matko Bosko Gidelska ” Zapadałem w puchową poduszkę przykryty pierzyną i marzyłem o przyszłych przygodach, jaki będę to bohaterski, odważny i rycerski.

22:45, arczi.a
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 sierpnia 2015
można

... można być śmiałym w mowie i piśmie a bać się rozmowy twarzą w twarz, można też kłamać i udawać całymi nocami, udawać sympatię, ciepło, życzliwość i troskę aby zaspokoić swoje tak zwane: brudne, zboczone, świńskie, chore żądze, manipulując i krzywdząc niespodziewającą się oszustwa ofiarę, można tęsknić za byciem komuś potrzebnym i wyjątkowym dla kogoś, i co gorsza można robić to wszystko naraz i nie do końca świadomie, bez złej intencji ... można być śmiałym w mowie i piśmie a bać się rozmowy twarzą w twarz, można kłamać i udawać całymi dniami i nocami, udawać sympatię, ciepło, życzliwość, troskę aby zaspokoić swoje żądze, manipulując i krzywdząc niespodziewającą się oszustwa ofiarę, można tęsknić za byciem komuś potrzebnym, wyjątkowym i chcieć takim się stać, co gorsza można robić to wszystko jednocześnie, nie do końca świadomie, bez złej intencji, można kierując się rozumem wiedzieć i jednocześnie czuć że się nie wie... można w tym wszystkim tak się zagubić, że już się nie wie kogo się udaje, kim się jest, kiedy naprawdę daje się siebie kropla po kropli, a kiedy nasyca się tylko czyjąś obecnością, można... można być śmiałym w mowie i piśmie a bać się rozmowy twarzą w twarz, ale można też kłamać i udawać całymi nocami udawać sympatię, ciepło, życzliwość, troskę aby zaspokoić swoją potrzebę miłości, manipulując i krzywdząc niespodziewającą się oszustwa ofiarę , można tęsknić za byciem komuś potrzebnym i wyjątkowym dla kogoś i co gorsza można robić to wszystko naraz i nie do końca świadomie bez złej intencji, można ....?


 

22:30, arczi.a
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2015
London Jazz

...owszem jest ta dynamika, napięcia, tarcia, interakcje, kontakty, muśnięcia, iskrzenia, lot przyspieszony, spadania do utraty tchu, wtulenia i bliskość, trafia się dzikość, nieokiezłnanie, improwizacja i wirowanie, ale i tak jeśli chodzi o mnie to cały ten jazz/sex odbywa się w głowie ;)

09:37, arczi.a
Link Komentarze (4) »
środa, 01 lipca 2015
temat(y)

Ten blog jest tematyczny, tematem jestem ja, przekłada się to na jego mierną popularność, przyznam, że nawet ja znudzony jestem tematem samego siebie. Dużo bardziej pociągające są kwestie czarnych dziur i horyzontu zdarzeń, skąd się wzięło to co na początku wybuchło i gdzie to nastąpiło, skoro wcześniej nie było nic. Co było przed początkiem czasu i jak to możliwe, że pojedynczy foton może przebywać dwie drogi jednocześnie. Nawet furia, niepokój, złość zniechęcenie, depresja, nerwica rozpatrywane akademicko, teoretycznie są ciekawe i zajmujące. Podróże, medytacje, doznania i obserwacje, relacje i rozwój, to, że materia może snuć rozważania nad materią, że wydawać jej się może iż jest samopoznawalna. Emocje natury estetycznej, pamięć, wspomnienia, tematy  jeśli trzymane na dystans, jak miło się o nich czyta, jakie są fascynujące, inspirujące... dystansuj się do siebie autorze, zachowaj swiadomość, że sprawy które cię dziś przytłaczają jutro znikną zastąpione nowymi, a dzisiejsza pogoda jest dla więkoszości świata istotniejsza niż to, czy wolisz być czy mieć. Nie bądź szczeniakiem kręcącym się za wlasnym ogonkiem... a  Nick Cave i zapachy lata, tak mnie ciągną do wspomnień... jaka jest natura materii, czy ilość energii we wszechświecie jest stała, czy to co jest teraz było już niejako zapisane w samej strukturze i musiało zaistnieći, czy istnieje predestynacjia i czy to coś zmienia, Siła Wyższa, wieczność, kreacja, miłość, czułość , tkliwość... mnogość  tematów a ja  uparcie tylko o sobie...

12:20, arczi.a
Link Komentarze (12) »
sobota, 13 czerwca 2015
zwrotki

... a teraz jeśli chcesz zostać, musisz przebiec 20 km i zmieścić się w 2 godz 15 min. A potem była praca, praca, dociążenia, społeczności i INFORMACJE ZWROTNE. Stały się one przysłowiowym gwoździem do trumny. Nie miesciło mi się w głowie, że może być choć trochę PRAWDY w tym co o mnie mówią, sądziłem, że to specjalnie wyselekcjonowane złośliwości, przykłady wyrwane z kontekstu, efekty niezrozumienia, nieporozumienia, niechęć dociekania moich intencji. Wreszcie zupełnie nie mieściło mi się w głowie, że pomimo dostrzegania moich braków, wad i niedoskonałości mogę być akceptowany przez nich, w dodatku nijak nie mogłem zaakceptować ich wizji siebie. Albo moja, albo ich musiała być fałszywa. Zakładałem, że to ja mam adekwatniejszy wgląd w to jaki jestem... nie miałem racji. Kiedy rozgoryczony, pełen uraz, poczucia niezrozumienia uciekałem prosto w objęcia heroiny, sądziłem,że uciekam przed światem który  się na mnie zawziął, który mnie nie rozumie a ja jestem zbyt subtelny, wrażliwy a by w nim egzystować...i w tym przypadku  nie miałem racji, na szczęście.

 

" Jeśli już trzecia osoba mówi ci, że jesteś pijany, to choćbyś dziś nic nie wypił idź i się połóż "

12:23, arczi.a
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 maja 2015
Galimatias

... to nie są już ci ćpuni co kiedyś Artur, nie dałbyś sobie z nimi rady. Tak oto zareklamowała swoją firmę, moja dawna terapeutka, a obecnie właścicielka interesu pod nazwą Ośrodek Terapii Uzależnień. Miała rację. Zaburzenia psychotyczne, uzależnienia od stymulantów, dawniej dosyć rzadkie, osoby na lekach antydepresyjnych, nawet niektórzy na programie metadonowym, a mimo to "uczestniczący w terapii" - cudzysłów nieprzypadkowy. Wszystko na kupie i wtłoczone pod jeden wspólny mianownik UZALEŻNIENIE. Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że czasy się zmieniają i modele doprowadzania do upadku też, ubogacane wciąż nowymi środkami, mieszankami, sterowane modami i dostępnością. A leczyć jakoś trzeba. Jak sobie z tym radzą. Twierdzą, że indywidualizowaniem drogi terapii, każdy rozpatrywany jednostkowo i planowany, realizowany i ewaluowany INDYWIDUALNIE. A przecież terapia uzależnień jest terapią grupową, i jako taka ma szanse powodzenia. W ośrodku tworzyliśmy społeczność, mieliśmy wspólny cel i jednakową drogę do niego, mogliśmy się oglądać oczami innych i słyszeć ich prawdę o mnie, ich prawdę o mnie, bo moja prawdą nie była. Teraz jest trudniej, szczególnie, że za pacjentem idą pieniądze, więc cynicznie rzecz ujmując, nie opłaca się go wyleczyć.

   Teraz AA, jak ono radzi sobie z tym galimatiasem uzależnień. "Czysty" alkoholik wprawdzie jeszcze występuje dosyć powszechnie, ale młodzi ewidentnie już "pili" inaczej. Mieszali wszystko ze wszystkim a gama środków do tego używanych wzbudza respekt. Tak jak początkowo w AA trudno się było identyfikować z pijącą kobietą, bo to przecież zupełnie nie to samo, co pan domu z klasy średniej, biały i wykształcony, tak potem przyszła kolej na identyfikację z murzynami, żebrakami, bezdomnymi. Zapewne nie było łatwo, ale też nie było innego wyjścia, aby zachować uczciwość. Co teraz począć z trudnością identyfikacji z kolesiem, który swobodnie zamienił amfę na whisky, dziewczyną zapijąjącą antydepresanty piwem i jarającą jointy jak papierosy. Przypuszczam, że i ich zaakceptuje i zasymiluje milość płynąca z programu, a oni sami nauczą się mówić, mam na imię ... i jestem Alkoholikiem, i aby ułatwić identyfikację ograniczą swoje wypowiedzi do problemów związanych z alkoholem oraz do DOŚWIADCZEŃ NA DRODZE ZDROWIENIA.

20:44, arczi.a
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25